Ile wart jest medal dla Polski, czyli o „kliknięciu” w popularność

Dodano 26.9.2019

Co powinno być miarą sukcesu sportowego? Wyniki. Co w dzisiejszych czasach staje się miarą tego sukcesu? Popularność, bo przecież, jak się nie klika w sieci, to po co pisać? Jak się nie ogląda w telewizji, to po co pokazywać? Jak się nie czyta na papierze lub w necie, to po co publikować…???

„Prawda ekranu” bywa brutalna dla niektórych sportowców. Ludzi, którzy z pasją i ogromnym angażowaniem realizują swoje plany, dążą do wyznaczonych celów, a na samym końcu swojego poświęcenia i zaangażowania sięgają po medale najważniejszych światowych imprez dla naszego kraju. Często muszą upychać, ten czas poświęcony sportowi na TOP-owym poziomie, gdzieś pomiędzy obowiązki zawodowe (bo z czegoś trzeba żyć), a życie prywatne (bo dla kogoś i z kimś fajnie być).

Nie wymagam, by ktoś dla tych właśnie sportowców nagle zmienił świat, bo to brednie. Prawa rynku (także mediów) i komercjalizacja zwyczajnie na to nie pozwalają. Ktoś przecież tych, co o sporcie zawodowo piszą i mówią też rozlicza z wyników… Na przykład „klikalności”. Wszechobecny dostęp do informacji i ich natłok powoduje, że trzeba bardzo selektywnie podejść do wyboru tego, co chcemy z pożytkiem skonsumować w massmediach. Ja mam Wam do zaproponowania konsumpcję dobra narodowego, które ma odzwierciedlenie choćby w medalach mistrzostw świata i mistrzostw Europy zdobywanych przez ludzi, których znam i doceniam.  Proponuję Wam byście poznali ich także i Wy.

Pokażcie mi drugiego takiego?

Henryk Synoracki, 38-krotny medalista motorowodnych mistrzostw świata i Europy - najbardziej utytułowany polski motorowodniak w historii. W moim prywatnym rankingu NUMER JEDEN. Pokażcie mi drugiego takiego? Urodził się tuż po wojnie i piszę to nie dlatego, by wypominać komukolwiek wiek, ale żeby podkreślić, że jest nadal aktywnym sportowcem.  W tym sezonie ma na koncie srebrny medal mistrzostw świata Formuły 125. Nawet nie śmiałbym się go zapytać, czy wyznaczył sobie jakiś limit i zakłada kiedyś z tym ekstremalnym sportem (w roli czynnego zawodnika) skończyć.  Wolę zapytać ile medali zamierza zdobyć w kolejnym sezonie, choć wiem, że on takich pytań nie lubi i zawsze przed zawodami odpowiada – to jest sport, wszystko może się zdarzyć. Na szczęście Pan Henryk nie jest w Polsce sam, bo mamy solidną grupę znakomitych motorowodniaków. Oprę się o ich sukcesy z tego sezonu, więc z góry przepraszam tych, których nie wymienię. Sebastian Kęciński - aktualny Mistrz Świata w Formule 125. Ten życiowy sukces osiągnął ciężko pracując przez wiele lat. Miał szczęście, bo od wielu sezonów u boku mistrza, Pana Henryka (razem na zawodach, a ich namioty w DEPO, czyli parku maszyn, zawsze obok siebie). Mam pewność, że Sebastian Kęciński wie już teraz, jak ważną ma misję. Misję, by poprzez swoje doświadczenie wprowadzić do tego niełatwego sportu kolejnych zawodników. Dla mniej wtajemniczonych powiem, że już się to zresztą dzieje. Kolejny to Marcin Zieliński - w te wakacje w Żninie został motorowodnym Mistrzem Europy w Formule 700, potem dołożył brązowy medal mistrzostw świata w Formule 500, a w planie na 2019 ma motorowodnego hat-tricka. Już w ten weekend walczy w mistrzostwach Europy Formuły 500 i dla mnie jest jednym z głównych kandydatów do medalu (po cichu liczę na złoto). Od Marcina mogę płynne przejść do kolejnej postaci, czyli Cezarego Strumnika. Czarek, do tej pory kojarzony z ogromnymi sukcesami w klasie OSY400,  jest tegorocznym wicemistrzem Europy i brązowym medalistą mistrzostw świata we wspomnianych „osach”. Teraz ma nowy cel - 27 września zaczyna przygodę w królewskiej Formule 500 i jedzie, jak sam mówi, na razie po naukę, na mistrzostwa Europy do Bad Saarow w Niemczech, bo „osy” znacznie różnią się od „pięćsetek” (inny kadłub, inna konstrukcja, inny silnik, inny sposób prowadzenia łodzi czy pokonywania zakrętów, inna prędkość, przyspieszenie i przeciążenie). Warto jednak wspomnieć, że klasa OSY400 to także inni Polacy z międzynarodowym dorobkiem i tu czas na kolejne nazwisko. Grzegorz Stępniak, czyli tegoroczny Wicemistrz Świata. Grzesiek przed sezonem wskoczył do nowej łodzi i od razu, w pierwszym ważnym starcie, przeskoczył kilkunastu rywali w szwedzkiej miejscowości Mora, lądując na drugim stopniu podium mistrzostw świata. Szacunek dla tego pana mam ogromny, bo niejeden sportowiec który kilka, kilkanaście miesięcy wcześniej znalazłby się w jego sytuacji poddałby się, odpuścił, zrezygnował. Grzesiek zawalczył i ma medal MŚ.

Na nartach skaczą nie tylko Stoch i Żyła…

Gdy Polak staje na podium Pucharu Świata w skokach na nartach wodnych  - tych zimowych - jest głośno, bardzo głośno. Inaczej bywa w przypadku narciarzy wodnych. Jest taki facet, mega utytułowany skoczek narciarski, ma na imię Kamil. Znacie go? No waśnie tego, o którym myślę chyba nie wszyscy… Chcę bowiem kilka słów poświęcić Kamilowy Borysewiczowi. 25-latek z Augustowa w zeszłym roku odebrał Puchar Prezydenta RP za wybitne osiągnięcia sportowe uzyskane w roku obchodów 100-lecia odzyskania niepodległości. Na to wyróżnienie zapracował zostając Wicemistrzem Świata w skokach na nartach wodnych za wyciągiem i zdobywając Puchar Świata w tej samej konkurencji. W tym roku Kamil został Mistrzem Europy. Powiem z przekorą - no szkoda, że nie na śniegu, bo wtedy to mógłby sobie z popularnością ten skromny augustowianin nie poradzić. O sile polskich zimowych skoków stanowi nie tylko Stoch ale też drużyna: Kubacki, Żyła, Hula i inni. W wodnym wydaniu narciarstwa też takie drużynowe sukcesy mamy, zarówno juniorów jak i seniorów.  Na potwierdzenie zachęcam do poznania naszej utalentowanej młodzieży, która z tegorocznych mistrzostw Europy juniorów wróciła ze srebrnymi medalami w drużynie. Oto oni: Mają Piątek, Gabriela Koszycka, Mateusz Wycisk, Ksawery Szumański. Mateusz dołożył do tego sukcesu zespołowego aż trzy medale indywidualne. Klasa światowa.

Daj im szansę i "kliknij" w popularność...

Jeśli chcecie - tak jak ja - docenić tych ludzi, możecie „kliknąć” w ich popularność, regularnie odwiedzając między innymi facebookowy profil „motorowodniacy.org”. I najważniejsze - jak już przeczytacie o kolejnym sukcesie polskiego sportowca spod znaku #SpeedOnTheWater, to koniecznie wykonajcie dwie proste czynności w sieci: po pierwsze - łapka w górę, po drugie - podaj dalej.

Ps. Wspomniany świat ciekawych i widowiskowych dyscyplin spod znaku #SpeedOnTheWater to także skutery wodne, wakeboard i wakeskate. Tu też mamy piękne sukcesy i polskie medale wymagające „klikniecia” w popularność. O tych dwóch dyscyplinach przeczytacie już niebawem na www.go-pr.pl.

Adrian Skubis, go-pr

www.go-pr.pl

go-pr@go-pr.pl

+48 509 584 999