Zainfekowani jasną stroną mocy (tekst powstał 16.012.2015 r.)

Dodano 5.10.2018

Moc przebudzi się 18 grudnia – dla wielu z Was będzie to pierwsze spotkanie z Gwiezdnymi Wojnami, a dla milionów fanów na całym świecie długo oczekiwana kontynuacja serii „STAR WARS”. Kultowe filmy to fenomen kinematograficzny, socjologiczny i marketingowy. Fenomen, który się rozprzestrzenia niczym wirus. Infekcja dopadła również moją rodzinę równo rok temu…

Zainfekowana rodzina

W 1977 roku, gdy do kin wchodziła pierwsza część klasycznej trylogii pt. „Nowa nadzieja” miałem zaledwie rok. Tego pamiętać nie mogę. Pamiętam za to jak z zapartym tchem obejrzałem po raz pierwszy drugą część „Imperium kontratakuje”. Pewnie to była końcówka lat 80-tych (film wszedł do kin w 1980 roku). W szkole podstawowej miałem nawet kilkucentymetrowe figurki Lorda Vadera i szturmowca. Po 30 latach okazało się, że te mało starannie wykonane gumowe odlewy (pewnie bez żadnej licencji) będą tak pożądane przez moich synów…

Równo rok temu 4-letni Antek i 6-letni Olgierd zostali skutecznie zainfekowani. Wirus „STAR WARS” dopadł ich dość przypadkowo, choć w nieprzypadkowym miejscu. Otóż moi synowie trafili do „Szkoły rycerzy Jedi” podczas wizyty w kalifornijskim „Disneyland number one” pod Los Angeles. Kilkanaście dni później wróciliśmy do Polski z pierwszymi gadżetami i zabawkami, a ja mogłem Olkowi i Antkowi z dumą przekazać wspomniane gumowe figurki, które przechowywał  na strychu rodzinnego domu mój Tata.

Infekcja „STAR WARS” rozprzestrzenia się w niebywałym tempie. Na początku tego roku w kraju jeszcze mało mówiło się o grudniowej premierze siódmej część pt. „Przebudzenie Mocy”. W moim domu było zupełnie inaczej. Na imieniny, urodziny, dzień dziecka itd. prezenty dla synów były monotematyczne – wszystko co wiązało się z Gwiezdnymi Wojnami – klocki, miecze świetlne, figurki, piórniki, zeszyty, naklejki, gry planszowe, koszulki i bluzki. Hit przyleciał przed wakacjami z USA  - walizka, która wygląda jak kultowy droid R2-D2! Moi synowie obejrzeli już klasyczną trylogię na DVD, wspólnie przeczytaliśmy książkę. Świat się kręci wokół przygód Luka Skywalkera, Hana Solo, Lei, Chewbaccki i innych filmowych bohaterów. W tej infekcji muszę szukać pozytywów – Gwiezdne Wojny to przecież niekończąca się walka dobra ze złem, przyjaźnie na całe życie, szacunek do wielkich mistrzów (w tym wypadku Jedi), podkreślane w sadze wielokrotnie więzy rodzinne. Na szczęście chłopcy są zdecydowanie po jasnej stronie mocy.

Bilety na premierę w garści!

Nie ukrywam, że moi synowie nakłonili mnie do zagłębienia się w świat „STAR WARS”. To było nieuniknione. Sprawiając im przyjemność sam chłonąłem i pogłębiałem wiedzę. Stałem się autentycznym fanem tej serii. Szybko wyrobiłem sobie zdanie, który z sześciu dotychczasowych filmów był najlepszy. Równie szybko, bo w pierwszym dniu przedsprzedaży kupiłem bilety na premierę części nr VII. Idę z żoną. Chcemy wspólnie przekonać się, czy „Przebudzenie Mocy” to kino, które będę mógł niebawem zaproponować Olkowi i Antkowi. Liczę na to. Producenci filmu zapewniają, że dzieło ma być bliżej klasycznej trylogii niż wyprodukowane później trzy kolejne części. Takie były oczekiwania milionów fanów. W ich rankingach „Powrót Jedi” czy „Imperium kontratakuje” zdecydowanie wygrywają z „Atakiem klonów” „Mrocznym widmem” i „Zemstą Sithów”.

Komercyjny sukces odległej galaktyki

Niech o nim świadczy choćby to, co napisałem powyżej. Moja rodzina jest tego doskonałym przykładem, chociaż upieram się, że jesteśmy świadomymi konsumentami J. 
W 2012 roku wytwórnia „LucasFilm” została odsprzedana korporacji „The Walt Disney”. W trzy lata machina „STAR WARS” rozpędziła się jeszcze bardziej. Listopad i grudzień w Polsce upływają pod hasłem „galaktycznych promocji” na stacjach benzynowych, w sklepach z zabawkami, odzieżą, kosmetykami, artykułami gospodarstwa domowego, a nawet w dyskontach spożywczych. Symbolem tego może być mandarynka z twarzą Dartha Vadera. Tak to działa na całym świecie. Ponoć Gwiezdne Wojny przyniosły do tej pory zysk sięgający 60 miliardów dolarów (kosmos!!!). I tu ciekawostka – tylko 8 miliardów wygenerowały same filmy (kino, DVD, Blu-ray itd.). Reszta to zasługa tych symbolicznych mandarynek.
Nikt rozsądny nie chce pozbywać się takiej maszynki do zarabiania pieniędzy. Koncern Disneya już jakiś czas temu ogłosił, że po części nr. VII powstaną także VIII i IX. A to nie koniec. Planowane są też tzw. spin-offy, które będą samodzielnymi, niezależnymi filmami. Pomysłów na nie jest sporo. Na przykład jeden z nich ma opowiadać o przygodach młodego Hana Solo – legendarnego przemytnika, pilota Sokoła Millenium. Infekcja jak widać będzie się rozprzestrzeniać.

Na koniec słów kilka o „Legionie 501”

W czasach studenckich krążyły mi i moim kumplom po głowach dziwne pomysły. W pewnym momencie chcieliśmy zaciągnąć się do historycznego pułku piechoty irlandzkiej. Pomysł upadł…. Po latach wraca w nowej wersji. „Legion 501” to międzynarodowa organizacji zrzeszająca tysiące fanów „STAR WARS” z ponad 40 krajów, która ma bardzo ważną misję. Jak piszą  o sobie członkowie polskiego garnizonu „u podstaw działalności Legionu 501st leży pomoc i działania charytatywne. Tam gdzie możemy, pomagamy innym potrzebującym i wnosimy do ich codziennego życia powiew przygody i odległego świata z innej Galaktyki. Tym, którym zabrakło Mocy i oczekują poMOCY także staramy się oddać cząstkę nas samych, po to aby nam wszystkim żyło się lepiej...”. Na pytanie do członków „Polish Garrision”: Czy szturmowiec, poproszony przez starszą panią, zdejmie kotka z drzewa? Pada odpowiedź: „Oczywiście, w końcu jesteśmy tu po to aby służyć i chronić obywateli Imperium”. Może kiedyś znajdę czas, by do nich dołączyć. Może kiedyś swoją pasję będą tam realizować moi synowie.  
Chcecie dowiedzieć się więcej o „Legionie 501”, zajrzyjcie na 
www.polish-garrison.pl.

Niech moc będzie z Wami! Do zobaczenia w kinie już w najbliższy piątek!

Adrian Skubis (go-pr) 

www.go-pr.pl

go-pr@go-pr.pl

+48 509 584 999